Tak maliny od ładnych już kilku lat oznaczają dla mnie koniec lata i początek ukochanej jesieni. Poza tym uwielbiam je zbierać, to nic że ręcę są później całe podrapane i czerwone, to nic że po 5 godz rwania plecy zaczynają boleć w krzyżu ja to po prostu kocham i chyba pod tym względem jestem DZIWNA:)
A teraz kilka zdjęć z ostatniego spaceru bez celu.
Nawet nie wiem kiedy idąc przez pola, tory i dziki sad, którego nie uwieczniłam na zdjęciach mineły mi 3 godz. W dodatku na swojej trasie miałam okazję zobaczyć bażanta po raz pierwszy od 2 lat. Dalej uważam, że to jedne z najpiękniejszych ptaków.
Na koniec mój nabytek... w sumie to darowizna od przyszłej teściowej. O to przedstawiam prodiż.
Co prawda za mną chodził tradycyjny okrągły, ale darowanemu koniu się w zęby nie zagląda więc przygarnełam i korzystam do bólu brzucha:) Treraz jeszcze mi trzeba do pełni szczęścia teraz nowy blender o mocy 700W do tego sokowirówka i tak na szybko to wszystko. Ale z tego co widzę to resztę sprzętów nabędę dopiero po ślubie, gdy będziemy na swoim by nie mieć na chwilę obecną za dużo gratów do przeprowadzki. Przynajmniej takie jest zdanie mojego Lubego, więc chcąc nie chcąc przyznaje mu z bólem rację.
Miłego tygodnia.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz